Reklama w intelekt godząca

Reklama w intelekt godząca

Jestem zadeklarowaną miłośniczką mediów wszelkiej maści. Hobbystycznie param się przeglądem prasy, krążę po odmętach internetu i co jakiś czas serwuję sobie posiadówkę przed telewizorem. Z zaciekawieniem oglądam, jak fortuna toczy się kołem, przegrzebki stają się przepustką do kariery i dużych pieniędzy, albo gdy cała ściana radośnie śpiewa osłuchane szlagiery. To prawdziwa uczta dla rasowego obserwatora, proszę Państwa!

Równie ciekawie, jak irytująco robi się, gdy wkraczają przerwy reklamowe. Lawina kreatywności w różnych odsłonach. Oglądanie reklam niejednokrotnie zakrawa na lekki masochizm, jednak jako szanujący się copywriter traktuję to jako wartość dodaną do poszerzania moich horyzontów zawodowych 😉

Mawia się, że osoby o słabych nerwach nie powinny oglądać drastycznych i przerażających treści. Myślę, iż owo zalecenie warto wystosować dla wielu reklam telewizyjnych, wszak ze zgoła innych powodów. Powinno to być ostrzeżenie przed obrazą intelektu. Logiczne jest, że należy zachować dystans do prezentowanych treści reklamowych i nie dać się ponieść naiwności. Wciąż są jednak branże, które wciskają nieprzyzwoicie absurdalny kit potencjalnym konsumentom.

Wytypowałam „świętą trójcę” reklam, które w moim mniemaniu solidnie upokarzają inteligencję. Na podium trafiły spoty rozmaitych magicznych detergentów, cudotwórczych kosmetyków oraz wszechmocnych suplementów. Mało kto składa równie niedorzeczne obietnice, jak przedstawiciele owych branż! Owszem, życzyłabym sobie nastania serwowanej przez nich idylli, jednak większość ludzi szybko wyrasta z bajek i warto mieć to na uwadze, tworząc reklamę 😉

Naczelni bajeranci

Zatem pierwsza kategoria, wyjaśnię pokrótce jej istotę. Gospodyni domowa załamuje ręce nad stosem zabrudzonych ubrań. Ręczne szorowanie oczywiście nie pomaga, produkty konkurencji wymiękają, a pralka nie zawsze staje na wysokości zadania. Wtem — dzieje się magia! Pojawia się niespodziewany wybawiciel, którego chemiczna moc od ręki rozwiązuje wszystkie problemy. I to minimalnym wysiłkiem! Pani domu „drewnianym” głosem zachwala śnieżną biel koszulki, która jeszcze przed chwilą nosiła olbrzymie ślady uporczywego brudu. Natomiast IQ odbiorców musi znosić tę jawną potwarz!

Następna bajka – kosmetyki działające cuda. Faworytami są tutaj kremy przeciwzmarszczkowe. Producenci tych preparatów często dobierają do reklam modelki, u których zmarszczki są jeszcze pojęciem abstrakcyjnym. Ku podkreśleniu wiarygodności idą dalej: wynajmują ekipę filmową, która dba o odpowiednie oświetlenie na planie, dysponuje mega jasnymi obiektywami, a nagrany materiał poddaje szczegółowej postprodukcji. W efekcie otrzymujemy utopijną wizję nieskazitelnej cery w każdym wieku, która nie wymaga ingerencji skalpela i licznych iniekcji „specyfików młodości”. A inteligencja widza popada w kompleksy wraz z nim samym…

Ostatni ulubieńcy, czyli suplementy gwarantujące długie i bezproblemowe życie. Boli cię gardło? Przypadkowo mam przy sobie całe opakowanie wyjątkowego specyfiku! Twoje włosy wołają o pomstę do nieba? Wystarczy jedna kapsułka i zarzucasz bujną grzywą! A może dręczy cię dolegliwość, o której dotychczas nie miałaś/eś pojęcia? I na to jest sposób, który zapewni błyskawiczne efekty! W tej kategorii reklam statysta w lekarskim kitlu lub inny rzekomy ekspert ma budować autentyczny wizerunek, a przekonująca „gra aktorska” stanowić najlepsze potwierdzenie kapitalnych właściwości danego suplementu. Zaiste cud, który można kupić za jedyne kilkanaście, kilkadziesiąt złotych!

A przecież da się inaczej! 

Wyobraźmy sobie taki scenariusz – weźmy na warsztat suplementy. Wczesna godzina, zatłoczone metro, pasażerowie spieszą się do pracy. Nasza uwaga zostaje przeniesiona na dwóch mężczyzn, którzy ramię w ramię zajmują miejsca siedzące przy oknie. Jeden z nich kaszle, pociąga nosem i sięga po chusteczkę. Widząc to, jego sąsiad zagaja życzliwie: „Pan się nie przejmuje i kicha sobie do woli! Zażywam suplement XXX, więc nie obawiam się infekcji!”. W tym momencie wkracza animacja ze skondensowanymi informacjami o zaletach specyfiku. Reklamę kończy widok chorego, który bezceremonialnie kicha prosto w twarz swojego sąsiada, na co ten reaguje niepohamowaną wesołością. 

I od tego właśnie jest copywriter. Zachodzę w głowę, dlaczego po tylu latach funkcjonowania mediów wciąż są firmy, które nie widzą problemu w powielaniu schematów i łożą spore sumy pieniędzy na oklepane scenariusze reklam. Współczesny odbiorca ma niewątpliwie większe wymagania. Dzień w dzień jest atakowany setkami przekazów reklamowych, więc coraz trudniej go zaskoczyć. Zwłaszcza gdy pójdzie się na łatwiznę i wyprodukuje enty konwencjonalny spot. Według mnie lepiej postawić na intrygującą (nierzadko absurdalną) reklamę, która skuteczniej zaciekawi potencjalnego klienta i nie ugodzi go w intelekt. O jakości i zaletach prezentowanego towaru niewątpliwie przekona się sam, gdy zachęcony przekazem reklamowym sięgnie po daną rzecz. A wówczas, jak to mawia lud: „wilk syty i owca cała”! 😉

PS: Mała dygresja, wszak wciąż na temat. Naprawdę gratuluję autorom reklamowych przyśpiewek, które podstępnie i nieodwracalnie wżerają się w umysł. Trzeba mieć osobliwy talent, żeby pozornie błahą melodyjkę z idiotycznym tekstem uczynić hymnem zagrzewającym rzesze klientów do sobotnich zakupów w dyskoncie. Chapeau bas!

Dodaj komentarz

Close Menu