ZMORY i AMORY copywritera

ZMORY i AMORY copywritera

Zmory nie nadchodzą tylko nocą. Nie zawsze mają postać trolli, demonów i innych kreatur z piekła rodem. Zmory są wokół nas. Czają się za rogiem niejednej życiowej sytuacji i są obecne na wszystkich płaszczyznach naszej działalności. Nie pozbędziemy się ich całkowicie, ale na szczęście istnieją sojusznicy, którzy naprawiają szkody wyrządzone przez złośliwe upiory. Nie traćmy nadziei, amory też są wśród nas! 

Zmory biznesowe – któż nie miał z nimi do czynienia? Uwielbiają żerować na rynku i psuć nerwy niejednemu przedsiębiorcy czy pracownikowi. Zakradają się do świadomości co podatniejszych nieszczęśników i ich rękoma sieją spustoszenie. Miejmy się na baczności! Nie pozwólmy, aby biznes pogrążał się w jeszcze większym chaosie. W przeciwnym razie takich historii jak moja nigdy nie ubędzie.

Żywot copywritera naznaczony jest obecnością wielu nikczemnych kreatur. Wszystko zaczyna się u źródła. Sporo osób dało się zwieść, że praca twórcza jest niewiele warta. Jeśli się nie spocisz i nie nadwerężysz kręgosłupa, to gdzie tu mowa o wysiłku! Przecież kreatywne myślenie nie zużywa energii i nie wymaga czasu. Zmory nakładły też niejednemu do głowy, że jeśli ktoś działa w sektorze kreacyjnym, to lubi swoją pracę, więc przychodzi mu ona z łatwością. Zatem z jakiej racji płacić tej osobie godne stawki, skoro jej zajęcie to rzekomo bagatela? Niech zjada powietrze, w końcu tylko siedzi i myśli. To, że dzięki reklamie będącej wynikiem owego główkowania firmy zarabiają grube pieniądze, nie ma już większego znaczenia… O ile piękniejszy byłby świat biznesu (i w ogóle), gdyby znieść hierarchię zawodową i docenić wszelkie profesje. Wszyscy jesteśmy częścią większego ekosystemu i wkład każdego z nas jest niezbędny, aby cała machina funkcjonowała poprawnie. Po kres mego żywota będę apelować o wzajemny szacunek!

Strzeżcie się copywriterzy!

Co gorsza, zmory zakradają się także do umysłów innych copywriterów, czego efektem jest paskudzenie do własnego gniazda. Krew zastyga w żyłach na widok wyścigów po przysłowiową miskę ryżu. Niejednokrotnie warsztat pisarski pozostawia wiele do życzenia. Zmory szerzą miałkość. Za ich pośrednictwem „rzetelni, profesjonalni i terminowi” wykonawcy oferują „najwyższą jakość i indywidualne podejście do każdego klienta”. Co jak co, ale czasem bywa nawet zabawnie. Możemy cieszyć się takimi kwiatkami, jak hasła typu: „Czy lubisz, jak Ci się ciągnie… ser na zapiekance?”.

Przybywajcie amory! Zneutralizujcie działanie mar biznesowych! Przekażcie wszystkim zainfekowanym, że wzajemny szacunek na rynku to sposób na to, aby każdy czerpał ze swojego zajęcia jak najwięcej satysfakcji. Kierowanie się wyłącznie niską ceną to działanie krótkowzroczne. Owszem, zdarza się, że można otrzymać wiele za mniej, jednak koniec końców nikt nie będzie się spalał za grosze. Docenianie wzajemnej pracy skutkuje większą motywacją do działania, a wówczas i efekty są bardziej spektakularne.

Mniemam, że amory wspomagają interakcję osób podobnie myślących i kierujących się współmiernymi wartościami. Trzeba znać, doceniać i szlifować swoje umiejętności, aby nawiązać ciekawą i owocną współpracę. 

Czytam Ci w myślach i mówię Twoim głosem? To znak! Może zamienimy słowo? 🙂

Dodaj komentarz

Close Menu